Home Parapsychologia Bilokacja

Galeria

Reklama
Bilokacja PDF Drukuj Email
Napisał Luna Gwiazda   
Poniedziałek, 08 Czerwiec 2009 20:34
Już od dawna donoszono, że ludzie byli widziani w jednym miejscu, mimo, że w tym samym czasie znajdowali się w innym. Jak to możliwe i jak próbowano wyjaśnić ten fenomen?

 Bilokacja jest rozumiana jako zdolność człowieka do przebywania jednocześnie w dwóch miejscach. Przeważnie sobowtór człowieka jest w swej naturze tworem pomiędzy światem materialnym i niematerialnym (coś jak cień czy duch) oraz znika tak szybko jak się powstał. Często takie sobowtóry powstają całkowicie nieświadomie, a człowiek, który go „wyprodukował” najczęściej nie ma pojęcia, że jest w dwóch osobach.
W psychologii sobowtór jest określany najczęściej jako ciemna strona człowieka. Przy czym próbuje się przez to wyjaśnić złe przyzwyczajenia, jak np. narkotyki, alkohol czy skłonność do przemocy.
Też te sobowtóry są określane jako „zwiastuny”, które są tworzone przez medialnych ludzi, kiedy oni są myślami w danym miejscu (z tym teza, że sobowtóry są złą strona się nie zgadza).

 
 Ojciec Pio (1887-1968)
 
Bilokacja jest przypisywana w kościele katolickim niektórym świętym, którzy mają tak silną potrzebę czynienia dobra, że podczas wypełniania swoich obowiązków w jednym miejscu, w innym też je wykonują . Jednym z najbardziej znanych jest przypadek Ojca Pio, który często był widywany w dwóch miejscach jednocześnie.

Pewnego dnia pewien były oficer przyszedł do Sakristei, gdzie Ojciec Pio przebywał i nawoływał go, dopóki go nie znalazł. Po tym, jak się Ojciec Pio zbliżył, uklęknął przed nim nisko i podziękował za uratowanie życia. Innym obecnym osobom oficer opowiadał następujące: „Byłem kapitanem piechoty. Jednego dnia byłem na polu bitwy zobaczyłem niedaleko mnie zakonnika , wołającego: „uciekaj z tego miejsca!” Doszedłem do niego w chwili, gdy granat wybuchnął dokładnie w tym miejscu, gdzie jeszcze przed chwilą sam się znajdowałem. Granat zrobił lej w ziemi. Biegłem dalej z zamiarem odnalezienia zakonnika, ale go tam już nie było”.

Ojciec Alberto, który spotkał Ojca Pio w 1917 roku, opowiada następującą historię: „W San Giovanni Rotundo (miejscowość we Włoszech) zobaczyłem Ojca Pio stojącego w oknie tego, chwilę spoglądał w górę i mówił sam do siebie. Zbliżyłem się do niego, żeby pocałować jego dłoń, ale on mnie nie zauważył. Widziałem, że jego ręka była uniesiona – w tym momencie słyszałem, jak udzielał komuś spowiedzi i odpuszczenia grzechów. Po pewnym czasie otrząsnął się , jak po jakimś śnie i wreszcie doszedł do siebie. Spojrzał na mnie i powiedział zdziwiony, że nie zauważył mojego przyjścia.

Kilka dni po tym przyszedł telegram z Turynu , w którym jeden ze zwierzchników klasztoru dziękował, za przysłanie Ojca Pio do Turynu, żeby wyspowiadał umierającego. Wtedy stwierdziłem, że ten człowiek umarł w dokładnie tym momencie, w którym Ojciec Pio błogosławił w San Giovanni Rotondo ”

W rzeczywistości Ojciec Pio nie był przez zwierzchnika klasztorny posyłany do Turynu, był tam tylko ze względu na bilokację.

Pewna rodzina przybyła w 1946 z Filadelfii do San Giovanni Rotundo, żeby podziękować Ojcu Pio za jego pomoc. Podczas drugiej wojny światowej syn z tej rodziny był pilotem jednego z bombowców, który miał wylądować na jednej z wysp w celu załadunku bomb. Ale zanim to nastąpiło jego samolot został zestrzelony przez japońskie lotnictwo , przy czym maszyna eksplodowała, jeszcze zanim załoga mogła się uratować z samolotu. Dawny pilot objaśnia „ Sam mogłem uratować się poprzez skok, ale nie wiem, jak dałem radę. Starałem się otworzyć spadochron, jednakże na próżno. Roztrzaskałbym się o ziemię, gdyby mi nie pomógł zakonnik, który się pojawił w powietrzu. On miał białą brodę. Objął mnie i delikatnie opuścił na lotnisko na ziemi. Państwo mogą sobie myśleć, jakie zdumienie wywołały moje słowa,, kiedy opowiadałem o tym przypadku. Nikt nie chciał mi wierzyć, ale przez fakt mojej bytności wszyscy musieli mi uwierzyć. Parę dni później rozpoznałem zakonnika, który uratował moje życie znowu, mianowicie, kiedy przyjechałem do domu na urlop. Zobaczyłem tego mnicha na jednej z fotografii mojej matki. Ona objaśniła mi, że modliła się do Ojca Pio, żeby się mną zaopiekował ”.

U jednej kobiety, która mieszkała z córką i jej mężem, był zdiagnozowany rak. Po długich dyskusjach zgodziła się w końcu z córką i zdecydowała się na operację. Odpowiedzialny za nią lekaż poradził, żeby jeszcze poczekać jeden, dwa dni i dopiero wtedy ustalić termin operacji. Zięć kobiety napisał w tym czasie list do Ojca Pio, w którym go prosił o modlitwę za teściową.

W tym samym czasie - kiedy Ojciec Pio dostał list – chora na raka kobieta zobaczyła w swoim pokoju mnicha, który przedstawił się jako Ojciec Pio. Zapytał o jej samopoczucie i diagnozę lekarzy i dodawał odwagi, żeby nie traciła wiary. Po tym zrobił znak krzyża w miejscu, gdzie lekarze stwierdzili nowotwór i jednocześnie opuścił pokój. Kobieta zawołała po córkę i jej męża i zapytała, dlaczego jej nie powiedzieli, że wpuszczą do jej pokoju Ojca Pio. Oni uważali jednak, że nikt nie przyszedł, przemilczeli jednak, że drzwi do pokoju były otwarte.

Następnego dnia kompetentny lekarz powtórzył badanie. Guz w ręce kobiety zniknął.

Teresa Neumann (1898-1962)

Zanim członek zakonu kapucynów Ingbert Naab wyjechał z Eichstätt do Palatynatu (część Niemiec), poprosił Teresę, żeby się za niego modliła, tak jak w czasie pobytu w Eichstätt. Kiedy Kapucyn wygłaszał kazanie u celu swej podróży, widział Teresę stojącą całkiem z tyłu. Miała ona mieć na sobie czarną sukienkę i białą chustę na głowie, a przez prawie całą godzinę miała słuchać wypowiedzi kapłana. Ale Teresa wcale nie opuściła Eichstätt, tylko razem ze swoją siostrą modliła za ojca Ingberta Naaba.

Dwa lata później wyjaśniała, że dawniej nie było jej w kościele w Palatynacie, tylko to być może był jej anioł stróż, który przyjął jej postać.

Jak pewien mężczyzna z okolic Konnersreuth nie mógł znaleźć pracy, tak zwątpił we wszystko, że nawet chciał sobie odebrać życie, chciał się rzucić pod jadący pociąg. Szukał odosobnionego miejsca w lesie, i słyszał już nadjeżdżający pociąg, ale nagle poczuł, że odciągnęła go czyjąś dłoń.

Kiedy się odwrócił, zobaczył przed sobą Teresę Neumann, spoglądającą na niego wzrokiem pełnym współczucia. On przekonała go, żeby poszukał pastora Nabera i jego poprosił o radę, co też ten mężczyzna uczynił i tym samym był powstrzymany w swoich zamiarach.

Teresa sama opowiadała, ze wspomnianego dnia bardzo cierpiała i czuła zwątpienie, ale nie potrafiła wyjaśnić, dlaczego tak było.

Uważa się nawet, że – mimo, że Teresa Neuman i Ojciec Pio się nie widzieli – zawarli znajomość podczas bilokacji.

Emilie Sagée

Zdolność bilokacji jest też przypisywana francuskiej nauczycielce Emilie Sagée .

W roku 1845 wtedy 32-letnia Emilie została zatrudniona w żeńskim pensjonacie w Neuwelcke jako nauczycielka francuskiego. Emilie była bardzo wysoka, szczupła i miała piękne, niebieskie oczy. Była opisywana jako kobieta z delikatną skórą i kasztanowymi włosami, która miała w sobie tyle czułości, tyle życzliwości, że nie da się tego opisać żadnymi słowami.

Właściwie nie działo się nic złego, do czasu, gdy po paru tygodniach plotki o niej się rozpowszechniły. Po niedługim czasie zdarzyło się, że ona jednocześnie była widziana przez wiele uczennic, ale w różnych miejscach. One powiedziały o tym zdarzeniu innym nauczycielom, między innymi kierownictwu szkoły, ale nie zostało to wzięte na poważnie i zostało potraktowane jako pomyłka i przywidzenie.

Ale wkrótce teoria upadła, kiedy cała klasa podczas lekcji widziała swoją nauczycielkę podwójnie. Jedyną różnicą pomiędzy Emilie i jej „sobowtórem” była, że „prawdziwa” nauczycielka trzymała w ręce kredę.

Zdarzenie się powtórzyło, a uczennice nie były jedynymi, które to widziały. Tak się zdarzyło, że dziewczęta jadły z Emilie kolację, jak na raz za nauczycielką powstała druga Emilie i właśnie naśladowała jedzącą nauczycielkę. To mogło być zaobserwowane też przez pracującą tam służącą.

Ale sobowtór Emilie Sagées nie tylko ją imitował, ale działał też niezależnie od „prawdziwej” Emilie. Na przykład sobowtór pozostał w fotelu, gdy „prawdziwa” kobieta wstała, żeby pójść do pracy.

Kiedy pewnego dnia Emilie Sagée chora pozostała dłużej w łóżku mała grupa dziewcząt na zmianę troszczyła się o swoją nauczycielkę, miedzy innymi jej coś czytając. Kiedy przyszła kolej na jedną z nich - Antonie von Wrangel, dziewczyna zauważyła, że nauczycielka w jednej chwili stała się bardzo blada. Antonie zapytała ją, czy wszystko w porządku, po czym Emilie słabym i drżącym głosem odpowiadała, że jej nic nie jest.

Chwilę później Antonie widziała, jak kopia Emilie w pełni zdrowia i świeżości chodził sobie po pokoju. Antonie nie powiedziała nic o tym Emilie, ale później podzieliła się z innymi tym, co się stało.

Na początku widziana tylko przez pojedyncze osoby, Emilie była łącznie obserwowana przez 42 uczennice, jak zbierała kwiaty w ogrodzie i jednocześnie w poczekalni była widziana na krześle. Jak ją później o to pytano, twierdziła, że przy zrywaniu kwiatów widziała, jak jedna nadzorująca nauczycielka wstała z jej krzesła i tym samym pozostawiła uczennice bez nadzoru. Emilie sobie myślała o tym, co się tam działo. Życzyła sobie, żeby dziewczyny nie pozostały bez opieki – to jest możliwym wyjaśnieniem na sobowtóra na krześle.

Mimo dużej bojaźliwości, dwie z uczennic, nadzorowanych w tym czasie przez Emilie, były bardzo ciekawskie i dotykały jej sobowtóra. Później opowiadały, że poczuły jakby lekki opór, ale jak jedna z uczennic całkiem odważnie „przejechała” ręką przez nauczycielkę, ale nic takiego się nie stało.
Sama Emilie swojego sobowtóra nigdy spotkała, jednak powinna w oparciu o reakcję otoczenia przypuszczać, że w danej chwili znowu tak jest. Także "prawdziwa" Emilie miała zawsze stawać się blada, tak jak gdyby ona na raz była bez energii, kiedy jej sobowtór był w "zastosowaniu”.
Kiedy wszystkie te zdarzenia trwały przez rok i coraz więcej rodziców zabierało ze szkoły swoje córki, Emilie Sagée była wezwana i zwolniona, po czym przyznała się, że z powodu podobnych przypadków straciła już prawie dwadzieścia miejsc pracy.

Próby wyjaśnienia zjawiska:

Jednym z możliwych wyjaśnień zjawiska bilokacji jest zła interpretacja czasowa przeżytych zdarzeń, np. opatrzenie ich złą datą albo przedziałem czasowym.

Inną z prób wyjaśnienia są złudzenia optyczne mogące powstawać przez światło świeczki, promienie słońca, cienie albo też gry świateł.. Też próbuje się uzasadnić to zjawisko halucynacjami czy iluzjami. Przez to, że umysł poprzez zmysły otrzymuje niezwykłe informacje, może dochodzić do niewłaściwych interpretacji. Wtedy ludzie widzą tylko to, co oczekują a w szczególności to, co chcieliby zobaczyć. Nasz umysł jest tak zaprogramowany, że we wszystkich docierających do niego bodźcach nerwowych, które otrzymuje dzięki zmysłom, chce „znaleźć” ten sam sens. Tak jest też przy niezrozumiałych informacjach: mózg zmienia te małe bodźce czuciowe w coś innego znanego sobie, w coś, czego oczekuje świadomość.

Też bilokacja jest tym tłumaczona, że świadomość nie rozpoznaje żadnego czasu jak przeszłość, teraźniejszość i przyszłość - tym sposobem wszystkie przeżycia mają miejsce jednocześnie. W ten sposób zdarza się także, że wizje z przyszłości mózg projektuje w teraźniejszości (przewidywanie przyszłości).

strona źródłowa:  http://www.geisternet.com/